Facebook i Instagram padły, a kiedy upadnie cały Internet?

Redakcja

Facebook i Instagram padły, a kiedy upadnie cały Internet? www.instagram.com/whoismrrobot/
Reklama

Odłączenie świata od sieci jest mało prawdopodobne, ale możliwe i warte rozważenia

Wczorajsza awaria serwerów Facebooka i Instagrama sprawiła, że mieszkańcy Europy i Stanów Zjednoczonych mieli przez około godzinę utrudniony dostęp do zasobów obu serwisów. Oczywiście świat od tego się nie zawalił, choć powinniście o tym powiedzieć szefom tych cyberkorporacji, które na każdej minucie, którą w sieci spędzają ich użytkownicy, zarabiają ok. 140 tysięcy dolarów. Notoryczne awarie i głośne ataki DDoS to już niemal codzienność, nic dziwnego, że niektórzy zaczęli się zastanawiać, co by się stało, gdyby ostateczne „wylogowanie się do życia” wymusił na nas brak Internetu; awaria, z której sieć nie mogłaby się podnieść.

Zniszczenie Internetu nie jest takie proste w realizacji

Ku uciesze jednych i rozpaczy drugich, powrót do świata, w którym najbardziej zaawansowaną technologicznie rozrywką jest słuchanie kaset magnetofonowych i karmienie tamagotchi może okazać się dosyć trudny do realizowania. Tzw. kręgosłup Internetu jest bowiem zdecentralizowany oraz zarządzany przez liczne podmioty komercyjne, organizacje wojskowe czy agencje rządowe i choćby z tego powodu zakopanie sieci pod ziemią nie wchodzi w grę – większym problemem niż zniknięcie internetu z powierzchni ziemi jest bardziej prawdopodobny masowy brak dostępu do jego zasobów. Mniejsze lub większe awarie zdarzają się nieustannie, ale dopóki nie dojdzie do uszkodzenia całej globalnej infrastruktury sieciowej, to nie powinniśmy mieć problemów z dotarciem do ironicznego mema sprzed dwóch tygodni. A jeśli do takiego uszkodzenia dojdzie – cóż, będziemy mieli większe problemy niż tryb offline na smartfonie.

Komunikacja po internetowej apokalipsie

Po pierwsze: nadchodzący Dzień Listonosza (18 października) doczekałby się prawdopodobnie bardziej spektakularnych obchodów. Zerwanie komunikacji byłoby pierwszym odczuwalnym skutkiem internetowej zagłady, bo poza oczywistościami – jak właśnie Facebook i Instagram – na infrastrukturze sieciowej bazują też sieci komórkowe i olbrzymia część stacji telewizyjnych. Już na tym poziomie, przez paraliż komunikacji między ośrodkami decyzyjnymi, możemy oczekiwać szybkiej wojny światowej i zagłady gatunku ludzkiego. 

Kryzys wiedzy i informacji

Sięgnijmy jednak głębiej – Internet doprowadził bowiem do przeorania naszych mózgów, w tym również do zmiany sposobu, w jaki podchodzimy do pamięci. Jeśli należycie do pokolenia, które narzekało na zakuwanie formułek, dat i definicji, rozwój sieci przyznał wam rację – gdy „twarda” wiedza dostępna jest na wyciągnięcie palca, rośnie znaczenie kompetencji miękkich – kreatywności, inicjatywy, „społecznej” wyobraźni. Nie będzie chyba przesady w stwierdzeniu, że w efekcie zaburzeń w procesach dystrybucji wiedzy, do jakich doprowadziłby upadek Wikipedii i cyfrowego wydania „Esquire’a”, musielibyśmy przygotować się na długi i raczej bolesny proces wychodzenia z wtórnego analfabetyzmu, a nawet – o zgrozo – na chodzenie do bibliotek.

Przeczytaj: Jak algorytmy wpływają na to, czy dostaniemy pracę? 

Odmowa transakcji

Gdybyśmy jednak na nowo nauczyli się robić jajecznicę bez zaglądania do internetowych przepisów, to już po tygodniu zabraknie nam jedzenia (więc w razie czego zacznijcie od kupienia fury jajek zamiast biegania po znajomych w poszukiwaniu książek kucharskich). Nie tylko z powodu paniki nieporównywalnej z choćby największymi kryzysami humanitarnymi i działaniami wojennymi w historii. Także dlatego, że przerwane zostaną łańcuchy dostaw, bazujące na internetowym monitoringu i księgowaniu, nie wspominając o zachwianiu całego procesu produkcji. 

Do tego dochodzą takie drobiazgi, jak kryzys społeczny, czołgi na ulicach, napady, rozboje, ekonomiczna katastrofa, brak dostępu do pieniędzy zgromadzonych na kontach bankowych i wreszcie koniec świata. To temat na dłuższą opowieść – nawet tak wybitny reżyser, jak Werner Herzog, w swojej medytacji nad Internetem – filmie „Lo i stało się” – zaledwie prześlizguje się po powierzchni zagadnień. Ale i tak polecamy ten dokument – przynajmniej jako punkt wyjścia do podobnych rozważań. 

Reklama

Reklama

Zobacz galerię - 10 zdjęć

Reklama

Polecane wideo

Podobne tematy

Reklama