Tak przez 150 lat zmieniał się ideał męskiego ciała

Kamil Mrozkowiak

Tak przez 150 lat zmieniał się ideał męskiego ciała Fot. Wikipedia, domena publiczna
Tagi: sport, zdrowie
Reklama

Zaczęło się od pieniedzy, skończyło na kulturze masowej.

Moda ma to do siebie, że przychodzi i odchodzi. A w zasadzie moda na coś. To, co do nie dawna uchodziło na wzór, wręcz ideał, z biegiem lat, albo i zaledwie po jednym sezonie, może wydawać się równie przaśne, co niestosowne. Dotyczy to nie tylko ubrań, ale i ciała. Trudno wyobrazić sobie, by dziś za ideał uchodziła sylwetka, którą jeszcze ponad wiek temu z dumą prezentowano na pałacowych salonach. Słowem, męskie ciało przebyło naprawdę długą drogę, by znaleźć się tam, gdzie jest obecnie.

 

Zobacz także: 5 ćwiczeń. Tak będziesz dobrze wyglądał w każdej koszulce

 

Późny XIX w. to rządy męskiej otyłości, a przynajmniej królowanie poważnych rozmiarów w pasie. Wtedy brzuch jednoznacznie świadczył o statusie społecznym. Zasada była prosta - „mam za co, to jem”. A że wtedy mieli nieliczni, to jedli. I to dużo. Bez trudu można było wskazać ich palcem na tle dziesiątek tysięcy, w najlepszym razie szczupłych, mieszkańców miast.

 

Lata 30., 40. i 50. to ekspansja kina. Kobiety siłą rzeczy wpatrywały się w przystojnych aktorów, a każdy Smith, Schmied czy wreszcie Kowalski zerkał na nie katem oka, marząc o podobnej atencji. A że marzenia same się nie spełniają, panowie zaczęli działać. Nowym wzorem stała się szczupła sylwetka z lekko zarysowaną muskulaturą.

 

 

Władza absolutna kina na wizualne wytyczanie urodowych trendów skończyła się wraz z nadejściem lat 60. Wtedy do głosu doszła muzyka. I to z takim hukiem, że siłownia przestała już mieć znaczenie, tym bardziej krótkie włosy, a szczupli panowie de facto ustąpili pola (sceny) rockowym chudzielcom. Tu liczył się bunt. A jak bunt, to jednoczone zerwanie z panującymi kanonami.

 

 

Lata 70. to jeszcze królestwo muzyki. Na scenach rządziły płaskie brzuchy i wąskie ramiona. Następna dekada to już jednak powrót siłowni. I to z taką siłą, której jeszcze na masową skalę nie widziano. Do głosu doszli Arnold Schwarzenegger i spółka. Wystarczy przypomnieć sobie liczne filmy akcji z tamtych czasów i ciała ich głównych bohaterów.

 

Reklama

 

Ostatnia dekada XX w. to jednak odejście od tak imponującej muskulatury. Kulturyści zostali na konkursach, stajać się raczej obiektem żartów lub podziwu niż wzorem do naśladowania. Ewentualnie zamienili się w pozujących na ściankach celebrytów. Za powszechny ideał zaczęto uznawać co prawda wysportowaną, ale nieco mniej zarysowaną sylwetkę. Słowem, bardziej imponującą niż z lat 30. czy 50., ale nie w tak skrajny sposób, jak pamiętamy to z „Rambo” czy „Terminatora”.

 

 Brad Pitt w filmie „Fight Club”, 1999 r.

 

Skróconą historią 150 lat ewolucji ideału męskiego ciała dość dobrze przedstawiono na poniższym wideo.

 

 

Artykuł ukazała się na stronie brytyjskiego wydania Esquire.

Reklama

Zobacz galerię - 10 zdjęć

Reklama

Polecane wideo

Podobne tematy

Reklama