Męska rzecz: wizyta w Czarnobylu

Kamil Mrozkowiak

Męska rzecz: wizyta w Czarnobylu Czarnobyl, fot. Krystian Machnik, Napromieniowani.pl
Reklama

Jedni wolne dni spędzają nad morzem, inni w górach, trzeci zaś wybierają jezioro w lesie. Ale nie oni. Oni jeżdżą tam, gdzie czekają wyzwanie, przygoda i zmierzenie się z samym sobą. Jeżdżą do nieprzyjaznych i groźnie brzmiących z nazwy terenów Strefy Wykluczenia wokół Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej.

Jest ich zaledwie kilku. Pochodzą z całej Polski, a każdy specjalizuje się w innej dziedzinie. Razem tworzą grupę Napromieniowani.pl i regularnie organizują wyprawy do Prypeci, Czarnobyla i innych zakamarków Strefy Zamkniętej. Odwiedzają także jej nielicznych mieszkańców, którzy zdecydowali się zostać po katastrofie w 1986 r. Robią to od dawna i legalnie, gotowi zabrać ze sobą każdego, kto zdobędzie się na odwagę, by z nimi pojechać.

 

Zobacz także: Polak w Korei Północnej

 

Znają się na rzeczy, ale wbrew pozorom ich wyprawy to nie tylko jeżdżenie po okolicy, fotografowanie, dokumentacja i zamieszczanie postów na Facebooku. Mają również pomysły. Gdy postanowili rozświetlić pogrążone w ciemnościach opuszczone budynki Prypeci, po prostu to zrobili. I to na tyle dobrze, że mówiły o tym największe światowe media, od rosyjskich po brytyjskie. 

 

 

Tylko co ich w tam w zasadzie ciągnie? Dlaczego podejmują ryzyko wchodzenia do niezabezpieczonych budynków? Dlaczego przebywają w popromiennej strefie i tak często do niej do niej wracają? O tym specjalnie dla Esquire opowiedział Krystian Machnik, założyciel grupy Napromieniowani.pl 

 

Krystian Machnik, fot. Patryk Szymański

 

Esquire: Kim są Napromieniowani.pl?

 

Krystian Machnik: To nieformalna grupą zajmującą się miejscami opuszczonymi i skażonymi z głównym nastawieniem na Czarnobyl, gdzie jeździmy regularnie. I to jest rzecz, która nas łączy. Bez niej pewnie nawet byśmy się nigdy nie poznali, bo mieszkamy w różnych częściach Polski. W obecnej chwili jest nas 6 osób. Każdy zajmuje się czymś innym i jest w tym dobry. Po prostu wzajemnie się uzupełniamy.

 

Do Czarnobyla jeździcie dość często, średnio co dwa miesiące.

 

Właściwie to bardziej co dwa tygodnie. A co nas tak ciągnie? Zona, po prostu. To niesamowite miejsce, niepowtarzalne, wyjątkowe na skalę światową. Te wszystkie miejsca można eksplorować dziesiątki razy i zawsze znajduje się masę ciekawych rzeczy. A my po prostu kochamy urbex i pomiędzy wyprawami na Ukrainę staramy się - w miarę naszych możliwości - jeździć także po Polsce w poszukiwaniu dobrych kadrów, wrażeń i wspomnień.

 

Można odnieść wrażenie, że postapokalipsa wręcz  Was fascynuje.

 

I tak właśnie jest. Wiem, że niektórym może wydać się to dziwne, ale lubimy wszystko, co zapomniane, zniszczone. Żyjemy w świecie postapokalipsy, w którym ludzkość zniknęła i powrót do normalności jest zawsze trudny. 

 

Co trzeba zrobić, by wjechać do Strefy Zamkniętej Czarnobyla?

 

Czarnobylska Strefa jest terenem zamkniętym i strzeżonym. Żeby wjechać, trzeba mieć pozwolenie. Jednak otrzymanie go w obecnej chwili jest całkowicie możliwe. Bywa to uciążliwe i skomplikowane, ale tym zajmujemy się my. Od ludzi wymagamy jedynie paszportu.

 

Reklama

 

Jak wygląda przygotowanie do takiego wyjazdu?

 

Nie jest to jakoś mocno wymagające sprzętowo. Czarnobylska Strefa to teren nizinny, mocno zarośnięty i jedynym zagrożeniem jest stan techniczny budynków. Istnieje duże ryzyko uderzenia w głowę o elementy zwisające z sufitu, wpadnięcia w dziurę, czy przebicia stopy wystającym gwoździem. Należy więc wyposażyć się w latarkę, dobre buty, rękawice. Pomocny jest też plecak do noszenia w nim wody i wszystkich tych rzeczy. Warto mieć również dozymetr (przyrząd do pomiaru dawki promieniowania, przyp. red.), ale zważywszy, że to drogi sprzęt, wypożyczamy go.

 

Rozpalaniem świateł w opuszczonej Prypeci skutecznie przyciągnęliście uwagę zagranicznych mediów.

 

Tak, co w pewnym momencie nas przeraziło. Akcja została przez nas wprawdzie opublikowana, ale z założeniem, że nie wyjdzie poza grono osób zainteresowanych Czarnobylem. Tymczasem zaczęły się odzywać największe portale, gazety i telewizja z całego świata. Wśród nich były chociażby The Independent, The Sun czy Russia Today. Po nich zaczęły o tym pisać inne media, składające najróżniejsze propozycje.

 

Podczas wypraw poznawaliście ostatnich samosiołów, czyli mieszkańców, którzy po katastrofie zostali w Strefie i do dziś żyją na opuszczonych terenach. Jak wygląda ich życie?

 

Tak jak w Polsce dziesiątki lat temu, z tą różnicą, że żyją często sami w całej wiosce. Nie mają bieżącej wody, a niekiedy też prądu. Żywią się w dużej mierze tym, co sami wyhodują i trzymają się bardzo dobrze. Niemniej, różne samosioły różnie sobie radzą. Na przykład był pan Fiodor, któremu w listopadzie zeszłego roku spłonął dom. Byliśmy po tym wydarzeniu kilka dni co prawda, ale... jako pierwsi. Nikt nawet nie zauważył dymu, nikt nie przyjechał, a Fiodor żywił się tym, co zostało na drzewach: starymi jabłkami, orzechami itd. Wszystko, co miał, spłonęło, w tym zapasy żywności, ubrania. Po tym wydarzeniu zajął chatę obok, jednak nie miał tam nic. Nawet butów. Daliśmy mu więc to, co mieliśmy i wracaliśmy kiedy tylko mogliśmy, żeby maksymalnie mu pomóc. No i udało się przywrócić poziom jego życia do stanu sprzed pożaru. Niestety, niedługo potem Fiodor zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach i do dziś nikt go nie odnalazł. Niemniej, udało się poprawić jego stan w ostatnim czasie i właśnie dlatego organizujemy takie pomoce i w podobny sposób pomogliśmy wielu innym samosiołom.

 

 

Jak reagują na pomoc?

 

Bardzo pozytywnie. Natomiast trzeba się z tym postarać. Nie są to ludzie, pomimo podeszłego wieku, którzy przyznają się do tego, że z czymś sobie nie radzą. Trzeba ich poznać, dotrzeć do nich i dopiero wtedy się otwierają. 

 

Która historia poruszyła Was najbardziej?

 

Historia Fiodora właśnie, jego spalonej chaty i tego jak zniknął. Byłem w jego domu niedługo potem. Wciąż było czuć zapachy, leżały wszędzie rzeczy, które mu przywieźliśmy, a także żywność. Na stole wciąż był chleb ugryziony przez niego i szklanka z niedopitą wodą. Usiadłem wtedy w tej totalnej ciszy i to był ten moment. Wzruszający, ale z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku.

 

Na ile przebywanie w Strefie jest bezpieczne dla zdrowia?

 

Większość osób myśli tylko o promieniowaniu jako zagrożeniu, a tymczasem poziom jest mniej więcej taki jak w Polsce. Prawdziwie realnym i będącym wszędzie zagrożeniem jest stan techniczny konstrukcji. 31 lat braku konserwacji robi swoje i w każdej chwili może do czegoś dojść. My staramy się bardzo uważać, ale mimo to nigdy nic nie wiadomo. Miałem taki przypadek w jednej z wiosek. Szedłem zwykłą ściółką, kiedy nagle pode mną zapadł się grunt. Zdążyłem złapać się gałęzi, co uratowało mnie przed wpadnięciem do studni, w której lustro wody zaczynało się na głębokości pięciu metrów. Trzeba być po prostu przygotowanym na wszystko i trzymać czujność. 

 

Polskiej produkcji komputery udało nam się znaleźć w zakładach Jupiter na zachodzie Prypeci (Czarnobylska Strefa Zamknię...

Opublikowany przez Napromieniowani.pl na 29 maja 2017

   

Co najbardziej zostaje w pamięci po powrocie?

 

Trudne pytanie, bo na takiej wyprawie tyle się dzieje, że ciężko wskazać coś konkretnego. To jest masa wspomnień, wydarzeń. Najdłużej zostaje chyba jednak w głowie rozmowa z samosiołami. Ich historie, wzruszenia, podejście do życia. To trafia głęboko do człowieka.

 

Organizujecie wyprawy również do innych miejsc ekologicznych katastrof.

 

Na obecną chwilę organizujemy jedynie wyprawy do Czarnobyla, natomiast prywatnie jeździmy też do innych miejsc. W planach jest między innymi Fukushima, ale w tej chwili wole nie zdradzać informacji o innych planach.

 

Rozmawiał Kamil Mrozkowiak

Reklama

Zobacz galerię - 13 zdjęć

Reklama

Polecane wideo

Podobne tematy

Reklama