"Zarażam ludzi bieganiem..." Bartek Olszewski, najlepszy biegacz w Wings for Life World Run

Andrzej Chojnowski

"Zarażam ludzi bieganiem..." Bartek Olszewski, najlepszy biegacz w Wings for Life World Run Fot: Red Bull Media House
Reklama

Właśnie wygrał jeden z najtrudniejszych i najbardziej prestiżowych biegów ultramaratońskich. Na co dzień pracuje w branży informatycznej. I marzy o tym, by zostać mistrzem świata w biegu na 100 kilometrów. Bartek Olszewski!

Wings for Life World Run to jeden z najbardziej niezwykłych biegów długodystansowych na świecie. To nie ty biegniesz do mety, to meta goni ciebie. Impreza mająca kilkuletnią tradycję, odbywa się jednocześnie w wielu miastach na świecie. W biegu startują najlepsi z najlepszych, mistrzowie ultramaratonów, a sukces w Wings for Life to powód do wielkiej dumy. Tegoroczna edycja stała pod znakiem sukcesów Polaków. Wśród kobiet wygrała Dominika Stelmach, w gronie mężczyzn najlepszym biegaczem na świecie okazał się warszawiak Bartek Olszewski, wyprzedził go jedynie zawodnik na wózku. Jak smakuje zwycięstwo w tak ekstremalnych biegu? I skąd taką formę bierze człowiek, który codziennie spędza wiele godzin przy laptopie pracując w wielkiej korporacji? Umówiliśmy się z Bartkiem na krótką rozmowę żeby dopytać o kulisy jego niezwykłego sukcesu - i o jego drogę do tego, by zostać mistrzem świata w ultramaratonach. 

 

ESQUIRE: Dlaczego wybrałeś ten właśnie bieg?

Bartek Olszewski: Wings for Life World Run ma niezwykłą formułę. Zawodników goni meta, do tego rywalizuje się nie tylko z biegaczami na trasie, ale z całym światem, bo bieg odbywa się tego dnia w wielu miastach. Dla zawodników to niezwykłe przeżycie, a dla widzów jest to bieg pełen emocji, trudno się od niego oderwać. Nie można też zapominać o celu biegu Wings for Life. To wydarzenie charytatywne, a zebrane pieniądze przekazywane są na badania nad leczeniem urazów rdzenia kręgowego.

 

 

WFLWR 2017 Best Action

111 locations, 155,288 participants and 1,431 183km covered  Wings for Life World Run 2017 was beyond epic! Thank you all 

Opublikowany przez Wings for Life World Run na 7 maja 2017

 

ESQ: Jak wyglądały twoje przygotowania do tej imprezy?
BO: Dość standardowo. Przygotowywałem się od początku roku, cztery pełne miesiące. Duży nacisk, jak zwykle, kładłem na treningi wykonywane w tempie docelowym. Wystartowałem też w maratonie w Lipsku i wygrałem go. Najtrudniejszym treningiem były 42 kilometry szybkiego biegu, w tempie 3:42 min/km. Tak naprawdę zrobiłem wtedy maraton w 2 godziny i 36 minut. W stosunku do poprzednich lat wprowadziłem jedną zmianę, duży nacisk położyłem na szybsze bieganie, poprawiłem się na krótszych dystansach. Ten zapas szybkości później zaowocował na biegu.

 

ESQ: To był już kolejny start w Wings for Life, jak pomogło ci doświadczenie?
BO: Doświadczenie w takich biegach jest nie do przecenienia. Oczywiście w moim pierwszym starcie, w Poznaniu, popełniłem wszystkie możliwe błędy. Od tego czasu nauczyłem się jak i ile jeść na trasie. Wiedziałem też, że nie mogę pozwolić sobie na omijanie punktów z wodą. Byłem również mocniejszy psychicznie, wiedziałem, gdzie mogę pobiec mocniej, na ile mogę sobie pozwolić.

 

 

Reklama

Na początku chcę podziękować Kasi, za wszystko. Kocham Cię! Rodzinie za niesamowite wsparcie! To był najcięższy i...

Opublikowany przez warszawskibiegacz.pl na 7 maja 2017

 

ESQ: Wygrałeś z wielkim mistrzem ultramaratonów, Giorgio Calcaterrą, co o tym zdecydowało?
BO: Impuls, chwila, szczęście? Myślę, że byliśmy równorzędnymi rywalami. Doszliśmy do takiego momentu, że kwestia wygranej wisiała na włosku. Giorgio co chwila atakował i w końcu zrobił to skutecznie. Ja odpuściłem, z powodu bólu i zmęczenia nie byłem w stanie odpowiedzieć na ten atak. Zostałem w tyle. Minutę później stało się coś, czego nie jestem w stanie wytłumaczyć. Odrodziłem się, doszedłem Włocha, on natomiast miał ewidentny kryzys dlatego natychmiast zaatakowałem. Zyskałem 200 metrów i utrzymywałem tę przewagę do mety. Może po prostu tego dnia miałem większą motywację niż on? Na pewno była to najbardziej niezwykła i emocjonująca rywalizacja w moim życiu.

 

ESQ: Specjalnie wybrałeś bieg w Mediolanie, żeby zmierzyć się właśnie z Giorgio?
BO: Zdecydowanie tak. Rok wcześnie wygrałem w Kanadzie z drugim wynikiem na świecie, wtedy najlepszy był właśnie Giorgio Calcaterra, który wręcz zmiażdżył konkurencję. Chciałem się z nim zmierzyć, zawsze uwielbiałem rywalizację i wyzwania. Wiedziałem, że to będzie piękna i ekscytująca walka. Cały czas chce się poprawiać i to była jedyna droga, by tego dokonać. Już zacząłem szukać wyzwań na przyszły rok.

 

ESQ: Specjalizujesz się w ultramaratonach, dlaczego taki wybór?

BO: Dość późno zacząłem biegać, zdecydowanie brakuje mi prędkości którą w młodości buduje się na bieżni. Zawsze trenowałem do maratonu, jednak w pewnym momencie odkryłem, że dla mnie im więcej kilometrów, tym lepiej. Trochę w tym cech genetycznych, trochę kierunku w jakim trenuję. Lubię biegać dużo, takie treningi nie sprawiają mi problemu. Natomiast nie przepadam za szybkością. Wystartowałem w Wings for Life w Poznaniu w 2015 roku. Poszło bardzo dobrze, dużo lepiej niż się spodziewałem. Zrobiłem to bez specyficznego treningu, po maratonie. Wtedy stwierdziłem, że to naturalna droga rozwoju dla mnie. W ultramaratonach mogę rywalizować bark w bark z najlepszymi i ścigać się o medale. Być może kiedyś będę mógł walczyć o najwyższe cele w mistrzostwach świata na dystansie 100 km.

 

ESQ: Po ilu kilometrach biegu ultra przechodzi pasja do biegania? I po ilu dniach wraca?
BO: (śmiech). W tym roku w Mediolanie pasja skończyła się we mnie po 60 kilometrach. Po 70 kilometrze miałem dość ultramaratonów. Po 80 kilometrze powiedziałem sobie, że kończę z bieganiem (śmiech). To był niezwykle wyczerpujący bieg, fizycznie i psychicznie. Do tego dochodziła walka z dużym bólem, naprawdę marzyłem tylko o tym, żeby to się już skończyło. Ale jak osiągasz metę, wracasz do domu i dociera do ciebie, czego dokonałeś, to chcesz więcej, chcesz wracać i robić to dalej. Tydzień się obijałem, na wadze jest już trzy kilo więcej, ale wracam do treningów i już planuję letnie starty.

 

ESQ: Mówi się, że po biegach długich można sobie dogadzać i zjeść właściwie wszystko. Co zamówiłeś. żeby uczcić zwycięstwo w Mediolanie
BO: Wszystko! A tak serio, trochę trudno było mi dużo jeść, mój żołądek jeszcze nie doszedł do siebie. Ale oczywiście na stole zagościły lody, pizza i inne smakołyki. Odwiedziłem też McDonalda. Wiem, że to grzech, szczególnie we Włoszech, ale nie mogłem się powstrzymać przed kupnem burgera (śmiech).

 

 

Wielki szacun dla Giorgio! W życiu się nie spodziewałem jak ciężka to będzie walka, jak dobrym on jest biegaczem, jak...

Opublikowany przez warszawskibiegacz.pl na 8 maja 2017

 

 

ESQ: Wielu ludzi szokuje informacja, że jesteś amatorem. Jak godzisz przygotowania z pracą zawodową? I jak udaje ci się wygrywać z zawodowcami?
BO: Myślę, że to wszystko jest wynik olbrzymiej determinacji, zacięcia, systematyczności i świetnego planowania. Mój każdy dzień jest zaplanowany co do minuty. Oczywiście moja zajęcia to nie tylko treningi i praca. Uwielbiam cieszyć się czasem wolnym. Jednak w tygodniu mam na to mało czasu, a nawet kiedy on jest, to jestem tak zmęczony, że wspólnie z moją narzeczoną, Kasią, oglądamy seriale (śmiech). Na szczęście ona również trenuje, obecnie przygotowuje się do triatlonu, więc znakomicie rozumiemy swoje potrzeby, wspólnie się motywujemy i uzupełniamy.

 

ESQ: Kiedy zaczęła się twoja pasja do biegania i jak odkryłeś dla siebie ultramaratony?
BO: Pasja zaczęła się jakieś 8 lat temu. Oglądałem maraton w Warszawie i postanowiłem spróbować. Pierwszy start był bez przygotowania, wtedy jeszcze nie pokochałem biegania (śmiech). Natomiast w 2010 roku postanowiłem przygotować się na złamanie 3 godzin w maratonie. Wtedy wkręciłem się w bieganie. Kiedy wygrałem pierwszy maraton w Lozannie i założyłem bloga WarszawskiBiegacz.pl, bieganie pochłonęło mnie na dobre. A ultra? Zupełnie z przypadku wystartowałem w Poznaniu w biegu Wings for Life. To miała być jednorazowa przygoda. No i się zakochałem…

Fot: Red Bull Content Pool

ESQ: Co robisz na co dzień, czym się zajmujesz i ile osób z pracy udało ci się już „zarazić” biegową pasją?
BO: Pracuję w Polkomtelu w departamencie IT. Zajmuję stanowisko menedżerskie, kieruję zespołem specjalistów, programistów, analityków i administratorów. Od początku zarażam ludzi bieganiem i myślę, że dzięki mnie już kilkadziesiąt osób z firmy, zamiast przesiadywać wieczorem przed telewizorem, wychodzi i dla zdrowia pokonuje kolejne kilometry. Zresztą taka jest misja mojego bloga - jak najwięcej osób zmotywować do biegania. Staram się pokazywać jak i dlaczego warto biegać. Myślę, że dzięki stronie internetowej już tysiące osób pokochały bieganie.

 

Siedzimy już w Mediolanie i odliczamy godziny. Mam nadzieję, że to będzie dobry, biegowy show 

Opublikowany przez warszawskibiegacz.pl na 5 maja 2017

 

 

ESQ: Jakie masz wyzwania na ten rok – i co jest dla ciebie biegowym Everestem, celem o którym marzysz? 
BO: Chcę pobiec jeszcze jeden bardzo mocny bieg ultra. Myślę też, że na jesieni zaatakuję rekord życiowy w maratonie. A co jest moim Everestem? Zawsze się zastanawiam, mam dwa takie cele. Pierwszy to mistrzostwa świata na 100 km i walka o medal w tej imprezie. Wiadomo, że chciałbym kiedyś wrócić do Polski jako mistrz świata. Drugi cel to Comrades Marathon w RPA, najstarszy i najmocniej obsadzony bieg ultra na świecie. Jeśli zdobędę tam podium to zawieszam buty na kołku i jadę na resztą życia do ciepłych krajów. Ale znając siebie mogę założyć, że po miesiącu mi się znudzi, odpalę Internet i będę szukał dalszych wyzwań.

 

 

Reklama
Reklama

Polecane wideo

Podobne tematy

Reklama