„Latam tylko dla siebie” - rozmowa z Arturem Kielakiem

Kamil Mrozkowiak

„Latam tylko dla siebie” - rozmowa z Arturem Kielakiem Fot. Archiwum Artura Kielaka
Reklama

Obecnie jeden z najbardziej rozpoznawalnych spośród zalatanych ludzi na polskim niebie.

Jego zamieszczone na Facebooku nagranie z lądowania Boeingiem 737 przy huraganowym wietrze błyskawicznie podbiło polski internet. Do tej pory odtworzono je niemal 900 tysięcy razy. Kim jest polski pilot pasażerskich odrzutowców, o którym nagle zrobiło się tak głośno? Wbrew pozorom nie kimś anonimowym, kto bez rozgłosu wykonuje swoją pracę. Artura Kielaka jest pełno, w dobrym tego słowa znaczeniu. Pilotuje maszyny pasażerskie jednej z największych firm lotniczych na świecie, wykonuje skomplikowane manewry na samolotach akrobatycznych, regularnie ćwiczy też posługiwanie się bronią i uprawia sztuki walki. Jednak mimo tego dosłownego zalatania znalazł chwilę, by z nami porozmawiać, co poniższą rozmowę czyni jeszcze bardziej wyjątkową.

 

 

ESQ: Zdradzi Pan, jaki to był lot i na jakim lotnisku Pan lądował?

Artur Kielak: To był standardowy lot liniowy z Krakowa do Torp – niedaleko Oslo w Norwegii. Warunki meteorologiczne tego dnia były rzeczywiście ciekawe z punktu widzenia pilota, bo wiał silny wiatr boczny. Do tego wiał dokładnie 90 stopni do pasa – czyli prosto w skrzydło – miał silne porywy i zmieniał stale kierunek w porywach na tylny, boczny i czołowy. Jego przepływ zakłócały budynki terminalu i las, co powodowało silne uderzenia w bok kadłuba, usterzenie pionowe i winglet czyli zagięcie skrzydła na końcówce. Musiałem kontrować sterami wszystkie te zaburzenia. Podejście było standardowe do ok. 50 stóp, potem zaczęły się silne zawirowania, aż do momentu przyziemienia. Musiałem bardzo dużo pracować sterami, co widać na filmie, by samolot był przyklejony do pasa i by rozpocząć hamowanie przez wypuszczenie spojlerów, rewersów oraz hamowanie kołami. Sfilmowałem całość telefonem, który po prostu leżał na panelu przyrządów pokładowych. Nie używałem kamer.

 

Dlaczego włączył Pan nagrywanie w telefonie? 

 

Gdy usłyszałem o tym jakie są warunki, uznałem, że to może być ciekawe. A że jestem pasjonatem pilotowania, lubię potem analizować sytuacje, w których się znalazłem, by w przyszłości zrobić wszystko lepiej. Samo podejście i lądowanie nie było jakoś strasznie trudne, ale na pewno wymagało doświadczenia, by wykonać je bezpiecznie - bez narażania pasażerów, konstrukcji podwozia oraz maszyny. Co do uśmiechu, ten towarzyszy mi zawsze, kiedy latam, bo to, co robię, jest moją życiową pasją. W tej sytuacji było to zadowolenie z dobrze wykonanej pracy. Dałem upust emocjom, to normalne dla każdego człowieka, gdy z powodzeniem wykonuje trudne zadanie.

 

 

Ile wolno pilotom liniowym pokazywać w mediach społecznościowych?

Generalnie piloci nie powinni wypowiadać się na tematy związane z własną firmą, bo od tego jest rzecznik prasowy. To samo tyczy się pokazywania czy filmowania zdarzeń w kokpicie. Robiłem oczywiście filmy i produkcje dokumentalne na pokładzie samolotu, gdzie była obecna kamera, ale było to zawsze uzgodnione z szefostwem firmy. Jeżeli chodzi o mój film, to właśnie dlatego aparat leżał w ten sposób, by pokazać tylko ruchy kolumny sterowej i nic więcej. Wiem, że pasjonaci lotnictwa lubią zaglądać do kokpitu, szczególnie w trudnych sytuacjach, więc było to skierowane przede wszystkim do nich. Bardzo zaskoczyły mnie komentarze które napłynęły do mnie z całego świata. Według mnie nie było to szczególnie trudne zadanie dla doświadczonego pilota.

Publikuje Pan w sieci zdjęcia z całego świata. Dla kogo Pan lata i gdzie?

Zdjęcia to nic innego jak kolekcjonowanie pięknych wspomnień z moich lotniczych podróży. Sporo latam po świecie, ale zawsze najbliższe mi było małe lotnictwo. Gdziekolwiek jestem, staram się usiąść za sterami małego samolotu czy śmigłowca i po prostu polatać. Pozwiedzać okolicę z góry, ale z małej wysokości. Mogę zobaczyć, jak żyją lokalne społeczności i cieszyć się przepięknymi widokami tropików, gór i wielu innych. Dla kogo latam? Tylko dla siebie. To moja pasja i całe życie. Może kiedyś pokaże je swojej przyszłej rodzinie, więc warto to robić dalej.

Jak trudne warunki lotu może wytrzymać samolot pasażerski?

To bardzo skomplikowana i wytrzymała konstrukcja. Nie będę się tu wdawał w szczegóły, bo jest to dość złożone. Głównym zagrożeniem nie są jednak zwykłe turbulencje - chyba że mówimy o wlocie bezpośrednio w chmurę burzową - a raczej wiatr i jego uskoki, często wiążące się z burzami. To on i jego porywy w krytycznych fazach lotu mogą być najbardziej zgubne dla maszyny.

Reklama


Jaki jest Pański ulubiony samolot pasażerski?

Zdecydowanie jest to maszyna, na której latam - Boeing 737-800. Ma klasyczny układ sterowania, dla mnie to bardzo ważne, bo mam jeszcze możliwość poczucia swoich rąk bezpośrednio na powierzchniach sterowych tego potężnego odrzutowca. Nie muszę zastanawiać się, co komputer ma na myśli, przesyłając mi określony komunikat. Jeżeli poczuję taką potrzebę, mogę po prostu rozłączyć automatykę i latać jak małym samolotem, co daje mi dodatkowe poczucie bezpieczeństwa.

 

 

A samoloty akrobacyjne?


To maszyna, na której latam, czyli XtremeAir. Lubię ją za ogromną wytrzymałość konstrukcji, twardość sterów i możliwość brutalnego sterowania przy dużych prędkościach. Mam swój styl pilotowania i ten zdecydowanie pasuje do XA41, gdyż operuję sterami dość agresywnie, co wynika z mojego charakteru i stylu. Wciąż pracuję wspólnie z fabryką XtremeAir, by zmniejszać masę samolotu, i tym samym siły na sterach, oraz by samolot był łatwiejszy w pilotażu. Dla mnie jednak to maszyna uszyta na miarę.

Ulubiona maszyna bojowa?

 

MIG-29. Bez dwóch zdań. Za jego moc, linię, sentyment z młodości i wciąż dużą wartość bojową. Głównie ze względu na moich wspaniałych kolegów i koleżanki, które zasiadają za jego sterami.

Jakie lądowanie lub lot zapamięta Pan do końca życia?

Było tego dużo. Natomiast na pewno nie zapomnę, gdy podchodząc w pełnym zachmurzeniu w zupełnie spokojnym powietrzu i lekkim opadzie deszczu na Teneryfie, dostałem w wycieraczkę piorunem. Co ciekawe, nie było w pobliżu chmur burzowych typu cumulonimbus, a wyładowanie było najprawdopodobniej spowodowane pyłem wulkanicznym, który mógł wydobywać się nawet w śladowych ilościach z wulkanu położonego właśnie na tej wyspie. Nigdy nie stanąłem twarzą w twarz z taką energią, którą mogłem obejrzeć z odległości metra. Huk ogłuszył nas jak prawy sierpowy w szczękę lub granat hukowy wrzucony do pomieszczenia przez antyterrorystów. Na szczęście szybko się pozbieraliśmy i bezpiecznie wylądowaliśmy na Teneryfie.

Zagląda Pan też na strzelnicę i potrafi obchodzić się z bronią. Skąd takie umiejętności?

Rzeczywiście od dziecka interesowałem się i trenowałem różne sztuki walki, aczkolwiek najbardziej skupiłem się na systemach bojowych - walka wręcz i korzystanie z wszelkiego rodzaju broni, zarówno białej jak i palnej. Widziałem siebie tylko w dwóch zawodach, do których szykowałem się jednocześnie. Chciałem być pilotem lub operatorem (antyterrorystą) w jednostce specjalnej GROM. Mam ogromny szacunek do naszej historii i niezwykłych umiejętności żołnierzy. Szczególnie z tej formacji, która jest mi tak bliska. Staram się jak najczęściej trenować z kilkoma przyjaciółmi, którzy są doskonałymi specjalistami w określonym stylu walki lub obsługi różnego rodzaju broni. Sprawia mi to przyjemność, przyśpiesza reakcję na różnego rodzaju zagrożenia (w powietrzu też) i sprawia, że jestem lepszym pilotem. Uważam, że latanie akrobacyjne świetnie łączy się ze sztukami walki i treningiem wydolnościowym.

 

 

Wspiera Pan kultywowanie pamięci o pilotach Dywizjonu 303, bierze udział w akcjach WOŚP i regularnie publikuje w sieci. De facto został Pan popularyzatorem latania. Skąd ta chęć?


Lotnictwo to moja największa życiowa pasja, ale kolejną jest historia, szczególnie naszego kraju. Chylę czoła przed bohaterskimi czynami pilotów z Dywizjonu 303, czynami Cichociemnych i wszystkich zaangażowanych w walkę z każdym okupantem, który próbował zniewolić lub wymazać z mapy nasz kraj. Jestem po prostu patriotą, któremu bardzo zależy na jak najlepszym wizerunku naszej ojczyzny. Jeżeli chodzi o akcje dobroczynne, uważam, że skoro los mnie obdarował zdrowiem i siłą, to jestem zobowiązany pomagać słabszym i chorym. To obowiązek każdego patrioty, bo w tym momencie nie musimy na szczęście chwytać za broń, by bronić naszego kraju. Natomiast nie zwalnia nas to z obowiązku pomagania współobywatelom w ich chorobach i niedoli. To samo tyczy się zwierząt. Ja przynajmniej tak rozumiem patriotyzm w czasach pokoju.

Patrząc na Pana dokonania, trudno nie odnieść wrażenia, że wciąż szuka Pan nowych wyzwań. Jakie postawił Pan sobie teraz?

Zawsze byłem ambitny i szukałem nowych przygód. To część mojego charakteru. Całe dzieciństwo i dorosłe życie spędziłem na lotnisku, a latanie wyzwala wciąż chęć samodoskonalenia i tworzenia. Codziennie mam nowe pomysły, które już czekają w kolejce na realizację. Chcę swoje życie przeżyć w pełni, zatopiony w marzeniach. Tak to sobie wymyśliłem jako dziecko i tego się trzymam. Jeżeli chodzi o wyzwania, to przede wszystkim życiowym celem jest zdobycie mistrzostwa świata w akrobacji samolotowej w kategorii unlimited. Ponadto chcę polatać na wielu typach historycznych samolotów bojowych - szczególnie o napędzie odrzutowym - więc szykuję się dużo pracy i emocji. Na finał postawiłem sobie za cel lecieć na orbitę i zobaczyć piękno ziemi i nieba, na którym chcę spędzić resztę życia.

 

Reprezentując Polskę, lata Pan na maszynach przystosowanych do akrobacji, pracuje jako pilot liniowych boeingów, nie są Panu obce także helikoptery. Jest jeszcze jakaś latająca maszyna, w której nie spróbował Pan sił, a bardzo by Pan chciał?

Jak już wspomniałem, teraz skupię się trochę na historycznych maszynach. Pozostawię trochę cienia tajemnicy, ale nie mogę się już doczekać się, gdy przypnę się do fotela jakiegoś odrzutowego samolotu bojowego i śmignę nim gdzieś nad pustynią w locie koszącym z prędkością 600 węzłów. Warto marzyć, bo marzenia się spełniają.

 

Rozmawiał Kamil Mrozkowiak

Reklama

Zobacz galerię - 10 zdjęć

Reklama

Polecane wideo

Podobne tematy

Reklama