Król Szkocji: Ewan McGregor

.

Król Szkocji: Ewan McGregor
Reklama

Ewan McGregor ma za sobą pracowity rok. Nakręcił „Amerykańską sielankę”, swój reżyserski debiut. Promował „Niepokonaną Jane” i fabułę „Our Kind of Traitor”, w których zagrał główne role, a także zaczął współpracę z telewizją FX, by już w przyszłym roku wystąpić w trzecim sezonie serialu „Fargo”. Ale my spotykamy go na planie sequela filmu „Trainspotting” z 1996 roku, dzięki któremu stał się sławny, rozpoznawalny i wyjątkowo pyskaty.

W szary i chłodny dzień wspinamy się z Ewanem McGregorem na wygasły wulkan. Jesteśmy w połowie drogi na szczyt Góry Króla Artura, skalistego wzniesienia, które góruje nad średniowieczną starówką Edynburga. Robert Louis Stevenson nazwał je kiedyś „wzgórzem pod względem wielkości, majestatyczną górą pod względem śmiałości formy”, co w Szkocji oznacza mniej więcej tyle co „strome jak jasna cholera”. Mnie brakuje już tchu, za to McGregor jest rześki jak szczeniaczek na porannym spacerze. Kiedy zatrzymuję się, żeby odsapnąć i nacieszyć się widokiem, rzuca mi szeroki uśmiech – ten swój niezrównany, wyszczerzony wilczy uśmiech – i oznajmia, że już widzi te jutrzejsze nagłówki w tabloidach: EWAN W KOŃCU ZABIJA PISMAKA. Rechocząc, poklepuje mnie po spoconym ramieniu, po czym sprężystym krokiem rusza kamienistą ścieżką w górę.

 W Edynburgu McGregor wcale nie musi uśmiercać cherlawego dziennikarza, żeby przyciągnąć uwagę tabloidów. Przyjechał tu na zdjęcia do sequela filmu „Trainspotting” z 1996 roku, dzięki któremu zdobył popularność jako aktor, a miasto kibicuje ekipie filmowej, jakby to była szkocka piłkarska drużyna narodowa. Oryginalny „Trainspotting”, czarna komedia o paczce ćpunów i nieudacznych kryminalistów, jest tutaj filmem kultowym, tak samo jak w całej Wielkiej Brytanii (londyński „Observer” nazwał go najlepszym brytyjskim filmem ostatniego ćwierćwiecza). Fotografie z planu sequela zapełniają pierwsze strony wszystkich edynburskich gazet. Wokół odgrodzonych taśmami miejsc, gdzie ekipa kręci kolejne sceny, gromadzą się tłumy. – Nigdy nic podobnego nie widziałem – mówi McGregor o tej zbiorowej manii. – Ludzie okupują plan i robią nam zdjęcia komórkami, nie do wiary.

Uprawia piesze wędrówki, żeby się odprężyć, zniknąć, żeby wypełnić płuca ozonem. Ale jeśli się jest Ewanem McGregorem w Edynburgu, nie da się zniknąć bez śladu. Dzisiaj aktor jest na wpół incognito w bluzie, dżinsach podwiniętych do kostki, górskich butach i wełnianej czapce zsuniętej nisko na czoło. Mimo to co jakieś dziesięć minut kobiety mijające nas po drodze ze szczytu oglądają się dwa razy, piszczą jak nastolatki i proszą o wspólne zdjęcie. Pierwszej Ewan grzecznie odmawia, nie, nie pozuje do zdjęć, kiedy jest na spacerze. Jednak szybko się orientuje, że to przegrana batalia. Na wszystkie kolejne prośby skwapliwie się zgadza. Każda z pań dostaje pamiątkę dla potomności, dokładnie połowę charakterystycznego uśmiechu Ewana McGregora.

Przed samym wejściem na szczyt zatrzymujemy się, żeby pogadać o wulgaryzmach, bo podczas wspinaczki puściłem niezłą wiązankę. Czy Irvine Welsh, szkocki autor powieści „Trainspotting” i jej kolejnej części „Porno”, w normalnym życiu używa pewnego słowa na „p” równie często, jak to robi w druku? McGregor potakująco kiwa głową. – W Szkocji to słowo ma mniej więcej taki ciężar jak nazwanie kogoś kutasem. Ale w Stanach jest chyba mega obraźliwe i ściśle kojarzone z kobiecymi genitaliami, prawda? Przytakuję, w Stanach to jedno z najgorszych przekleństw. Zastanawia się nad tym chwilę i z błyskiem w niebieskich oczach mówi o Szkotach: – Może my mamy zdrowsze relacje z waginą.

Rozciągająca się ze szczytu panorama niemal w technikolorze – falujące zielone wzgórza, grafitowe niebo, zabytkowe miasto, kobaltowe morze – jest wręcz absurdalnie piękna. McGregor wskazuje na północ, w stronę Crieff, odległego o 25 km małego szkockiego miasteczka, gdzie się wychował. Pokazuje też wielkomiejskie wieżowce w Edynburgu, gdzie mieszkał jakiś czas jako nastolatek. Kręcenie filmu tutaj jest dla niego jak powrót do domu.


Reklama

Na szczycie Góry Artura spędzamy chwilę. Mam ochotę o tamtejszym rześkim powietrzu powiedzieć to samo, co Renton, bohater McGregora w „Trainspotting”, powiedział o heroinowym odlocie: „Pomnóż przez tysiąc najlepszy orgazm, a jeszcze będzie mało. Nie ma porównania”. Zresztą, może ja tylko jestem szczęśliwy, że wreszcie mogę złapać oddech. Robimy sobie nawzajem zdjęcia na wierzchołku. McGregor zwierza mi się, że bardzo się cieszy, że znów pracuje z reżyserem Dannym Boylem. Odnowili starą przyjaźń. Ale to nie „Trainspotting 2” jest filmem, który najbardziej go teraz zaprząta. Myślami jest daleko w Pittsburgu, gdzie niedawno wyreżyserował swój pierwszy film, adaptację powieści Philipa Rotha z 1997 roku, „Amerykańska sielanka”.

Jak na pierwszy film w reżyserskiej karierze, był to odważny krok. I McGregor dobrze o tym wie. Powieści Rotha słyną z tego, że są trudne w ekranizacji. Jak za pomocą obrazów oddać głębię i iskrzącą się wewnętrzną muzykę myśli i zdań tego wielkiego amerykańskiego pisarza? Anthony Lane, krytyk filmowy piszący dla „New Yorkera”, tak oto ujął jedno z wyzwań: „Jak sfilmować wykrzyknik?”. „Amerykańska sielanka” jest pierwszą częścią powojennej amerykańskiej trylogii Rotha, która obejmuje też powieści „Wyszłam za komunistę” (1998) i „Ludzka skaza” (2000). Być może jest to najlepsza powieść drugiej połowy dwudziestego wieku. McGregor „Amerykańską sielankę” uwielbia i od dawna marzył o zagraniu jej głównego bohatera, Seymoura „Szweda” Levova, dobrze prosperującego żydowskiego biznesmena, niegdyś podziwianego sportowca ze szkoły średniej w Newark w stanie New Jersey. Poukładane życie Szweda rozsypuje się jednak jak domek z kart, kiedy jego jedyna córka Merry w szkole średniej pod koniec lat 60. ulega radykalnym nastrojom i podkłada bombę pod urząd pocztowy w małym miasteczku. W zamachu ginie niewinny człowiek, a ona musi uciekać przed policją. McGregor już od piętnastu lat nosił się z myślą o reżyserii, ale nawet w najśmielszych marzeniach nie spodziewał się, że będzie mu dane realizować właśnie to przedsięwzięcie. Kiedy dostał telefon z propozycją, stał w korku na Manhattanie w drodze na przedstawienie sztuki Toma Stopparda „Prawdziwa rzecz”, w której grał na Broadwayu. W pierwszej chwili się przeraził.


– Spędziłem cały dzień nad scenariuszem, powoli przewracając strony i rozmyślałem: Czy ja siebie widzę, jak gram tę scenę, jak się wcześniej do niej przygotowuję, a potem robię postprodukcję? Czy ja temu podołam? Czy sobie poradzę? Doszedłem w końcu do wniosku, że tak, że zdecydowanie powinienem podjąć to wyzwanie. Gdybym tego nie zrobił, żałowałbym do końca życia. 

Rzucił się w realizację tego filmu tak jak we wszystko w życiu – na główkę. Zanurzył się w powieść Rotha i w ducha lat 60. w Ameryce. Ucząc się rozumieć jedno i drugie popadał, by przywołać niezapomniane słowa Rotha, „w furię, terror i desperację antysielanki – w iście amerykański obłęd”. McGregor uśmiecha się, pyta, czy jestem gotowy i zbiega w dół szlakiem po drugiej stronie wygasłego wulkanu.

 

Narzeka, że kiedy pojawia się ktoś, kto chce o nim napisać,
rozmowa obraca się tylko wokół dwóch spraw – po pierwsze, jak często ściąga spodnie na ekranie, i po drugie, jak to się stało, że został abstynentem. Jedno i drugie jest faktem. McGregor rozbiera się przed kamerą częściej niż jakikolwiek inny współczesny popularny aktor, ku zachwytowi tych, którzy cenią realizm w kinie, jak i twórców filmowych kompilacji na YouTube. W „Idolu” Todda Haynesa, gdzie zagrał przypominającego Iggy Popa muzyka sceny glam-rockowej, McGregor błysnął „małym Ewanem”, jak go później określano, niczym sam zapaśnik John Morrison. W „Pillow Book” Petera Greenawaya z 1996 roku był nagi niemal przez cały film i uprawiał seks z 75-letnim Japończykiem. McGregor martwił się, jak to przyjmą jego rodzice. Po pokazie premierowym ojciec przesłał mu krótki list, który można streścić następująco: „Cieszę się, synu, że odziedziczyłeś jeden z moich najważniejszych atrybutów”. 

tekst: Dwight Garner

zdjęcia:  Dusan Reljin

Tekst ukazał się w styczniowo-lutowym numerze Esquire

Reklama
Reklama

Polecane wideo

Podobne tematy

Reklama