Natura nas przechytrzy: opowiada Jerzy Vetulani

.

Natura nas przechytrzy: opowiada Jerzy Vetulani
Reklama

Dlaczego ciągle się rozmnażamy, choć niesie to ze sobą dużo problemów i poświęcenia? Czy mężczyzna naprawdę jest gatunkiem do odstrzału?

TA MĘCZĄCA PROKREACJA

 

Z perspektywy biologa podstawą istnienia jest unieśmiertelnianie naszych genów, a więc prokreacja. Jedynym celem naszego istnienia na Ziemi jest wydanie na świat potomstwa. I tu zaczynają się schody. Bo jeśli się przez chwilę zastanowić, prokreacja jest męcząca i obarczona wysokim ryzykiem. Wiąże się z ogromnym wydatkowaniem energii. Żeby do niej doszło, trzeba wcześniej uwodzić, co może przybierać najróżniejsze formy, jak pisanie wierszy, kupowanie drogich samochodów, stosowanie restrykcyjnej diety, noszenie koronkowej bielizny i butów na obcasie.

 

Nie tak odległą w czasie tego konsekwencją jest niespanie po nocach, przewijanie krzyczącego w niebogłosy niemowlęcia, a kilkanaście lat później walka ze zbuntowanym i rozkapryszonym nastolatkiem. Gołym okiem widać, że aby puścić w obieg nasze geny, trzeba wpakować się w całą masę kłopotów. 

 

Ale natura jest przebiegła i wymyśliła sposób, żebyśmy w te kłopoty chcieli się z własnej woli pakować. Jedni ten wabik nazywają uczuciem miłości. Ja, jako biolog, mówię o mechanizmie niezwykle silnego pobudzania naszego układu nagrody. To właśnie dzięki niemu cały ten żmudny proces reprodukcji staje się niesłychanie atrakcyjny. Nasz umysł wprowadza nas w stan zadurzenia, szaleństwa. Bo trzeba trochę oszaleć, żeby brać na siebie taki ciężar. Zaczyna od obudzenia w nas pożądania, podniesienia libido, wzmożonej ochoty na seks i  posiadanie partnera. Proces zaczyna się w okresie pokwitania – kiedy poziom hormonów płciowych dochodzi do ustalonej granicy. Jeszcze nie wiadomo, co, jak i po co, ale nastolatki odczuwają niepokój, łypią na płeć przeciwną. Szukają związków. To czas eksperymentowania z relacjami, czas inicjacji. To także czas romantyczny, zwariowany, ale często też trudny. Potem wchodzimy w dorosłość. Wijemy gniazdo, kupujemy meble, samochody i pralki. Urządzamy się. I w poczuciu zadowolenia wydajemy na świat potomstwo. Potem, gdy prokreację mamy już za sobą, a instynkt jest zaspokojony – wszystko słabnie. Czy tu spryt natury się kończy? Nie do końca, bo u człowieka, poza instynktem rozmnażania się obserwujemy także silną chęć tworzenia więzi.

Reklama

 

KTO się liczy: SAMIEC CZY SAMICA?

 

Popatrzmy na pawie, bażanty albo kaczki. Dlaczego samce są takie wielkie i piękne? Dlaczego ich szaty godowe są wspaniałe, a samiczek często niepozorne? Kto tu kogo tak naprawdę wybiera? To samiczka wybiera najfajniejszego samca. Sama, będąc niepozorną, korzysta na tym, bo jest trudniejszym celem ataku wroga, niż dający się łatwo zauważyć samiec. Bażancica złocista – szara i niewyględna, przycupnie sobie w ściółce leśnej i jest niewidoczna. Kto zostanie zaatakowany? Samiec! Przykro to mówić, ale z punktu widzenia ewolucji samce to płeć przeznaczona na rozkurz. I jest w tym logika. Jeśli mamy stadko 20 samców i 20 samic, to wydajność reprodukcyjna takiego stadka jest np. 20 młodych na rok. Wyobraźmy sobie, że ginie połowa samców. Jaka jest wtedy wydajność reprodukcyjna stada? Bez zmian – 20 małych. A jeśli mamy piątkę męskich osobników na 20 samic, to ile młodych przyjdzie na świat? Ciągle 20. Jasno z tego wynika, że samce są do zastąpienia, a samice nie. Jeśli zostanie jeden samiec i 20 samic, to ten rodzynek trochę się zmęczy, ale przy odrobinie wysiłku zapłodni je wszystkie. A śmierć każdej samicy to spadek o pięć procent potencjału reprodukcyjnego. Oczywiście nie jest to najkorzystniejsza opcja z punktu widzenia ewolucji, bo zmniejsza się różnorodność genetyczna. Ważne jest więc, by taki samiec przekazywał dobre geny. Ale i na to natura ma odpowiedź. Samce choć bardziej strojne, są bardziej wojownicze. Przetrwają najsilniejsze osobniki, a te, które przeżyją, podrasują genetycznie kolejne pokolenie. 

 

Wśród ludzi podobnie. Od zawsze mężczyźni specjalizowali się w ryzykownych działaniach czy zawodach, ale i dziś to raczej oni są strażakami, żołnierzami czy policjantami. I takich silnych, działających facetów wybierają kobiety. Wolą też takich, co tężyznę fizyczną przekładają na tężyznę umysłową. Podsumowując: mężczyzna pożądany przez kobietę jest waleczny, nie boi się ryzyka, prze do przodu, ale też opiekuje się nią i broni przed agresją.

Prof. Jerzy Vetulani opowiadał Annie Kaplińskiej-Struss

Artykuł ukazał się w listopadowo-gurdniowym wydaniu magazynu Esquire.

Reklama
Reklama

Polecane wideo

Podobne tematy

Reklama