14 najlepszych utworów Johna Lennona

Redakcja

14 najlepszych utworów Johna Lennona Zdjęcie: Starstock
Reklama

Dziś muzyk skończyłby 77 lat, dlatego z przyjemnością wracamy do jego dokonań. Oto autorska selekcja jego najlepszych utworów

Łatwy dostęp do muzyki, gwarantowany przez serwisy streamingowe, a wcześniej przez odchodzące już do lamusa pliki mp3, mógłby przyczynić się do równie łatwej weryfikacji kanonów i pisania historii muzyki rockowej na nowo. Jednak chyba coraz częściej mamy do czynienia z krzepnięciem starych hierarchii – to, że John Lennon, który dziś obchodziłby 77 urodziny, jest prawdopodobnie najważniejszym autorem piosenek w historii rocka/popu to truizm, ale jak często staramy się na nowo spojrzeć na twórczość muzyka? Jakie piosenki przegapiamy, ograniczając się do najbardziej przyswajalnego wcielenia Lennona?

Z okazji urodzin, a także licznych minionych i przyszłych rocznicowych obchodów wydań klasycznych płyt The Beatles przygotowaliśmy listę utworów, które definiują Lennona pełniej niż jako twórcę „Imagine” – ale to wciąż tylko wstęp. Miłego dnia z twórczością geniusza!

Please Please Me

Wczesny okres w twórczości The Beatles jest uwielbiany przez słuchaczy, ale mimo niekwestionowanego wkładu w rozwój całej popkultury często pada ofiarą krytycznej powściągliwości. Zgadza się – wszystkie późniejsze dokonania Fab Four to monumenty, każda płyta popychała rozwój muzyki rockowej o lata świetlne, ale już od pierwszych nagrań był to najlepszy zespół świata – te zgrabne dwuminutówki, z lennonowskim „Please Please Me” na czele, dosadnie o tym przekonują.  

A Hard Day’s Night

Umowa między Lennonem i McCartneyem zakładała, że wszystkie kompozycje stworzone przez jednego z tej dwójki podpisywane były jako dzieła duetu. Efektem takiego układu było nie tylko nazwanie Beatlesów najwybitniejszymi kompozytorami od czasów Beethovena, ale też wewnętrzna rywalizacja między wybitnym metodykiem, jakim nadal jest McCartney, a eksperymentującym chuliganem, jakim do śmierci pozostał Lennon. Na wysokości „A Hard Day’s Night”, pierwszego w pełni autorskiego albumu czwórki z Liverpoolu, pierwsze skrzypce zdawał się grać właśnie Lennon – jednym z efektów jest nabuzowany, niemal proto-punkowy utwór tytułowy z bodaj najsłynniejszym akordem otwierającym w dziejach popu.

It’s Only Love

Nie róbmy jednak z Lennona jakiegoś Johnny’ego Rottena – przeciwstawianie subtelnego McCartneya chropowatemu Lennonowi to duże uproszczenie. Ten drugi, choć nie ma w swoim portfolio „Yesterday”, jest też wybitnym (mogliście się spodziewać, że będziemy nadużywać tego przymiotnika w tekście o Lennonie, prawda?) twórcą ballad, w tym nieco folkowych majstersztyków, takich jak „It’s Only Love”. Po takich refrenach nie zostaje wiele do dodania.

In My Life  

Wg Lennona to pierwsza tak istotna kompozycja The Beatles, stanowiąca wprowadzenie do późniejszych nostalgicznych arcydzieł, w których członkowie zespołu wracają do bliskich im miejsc. To także piosenka kunsztownie, niemal barokowo zaaranżowana - między innymi za sprawą partii "piątego Beatlesa", George'a Martina.

 

Tommorrow Never Knows

Ta inspirowana “Tybetańską księgą umarłych”, nagrana przy zastosowaniu manipulacji taśmami i zapowiadająca np. sampling piosenka to najlepszy dowód na to, że utwór popowy nawet po 50 latach od publikacji wciąż może brzmieć jak muzyka z przyszłości.

I Am the Walrus

John Lennon nie zawsze patrzył w przeszłość z rozrzewnieniem – już po rozstaniu z pozostałymi Beatlesami często krytykował wczesne wcielenie zespołu, w tym własne kompozycje. „I Am The Walrus” jest jedną z piosenek, którym udało się uniknąć gorzkich słów – jedna z ulubionych kompozycji Lennona, nawiązująca do wiersza Lewisa Carolla i zdobiąca zbiór piosenek powstałych przy okazji filmu „Magical Mystery Tour”, to jeden z tych (licznych) momentów w dyskografii The Beatles, gdzie psychodelia, religie wschodu, surrealistyczne poczucie humoru i nieprzyzwoita wręcz chwytliwość tworzą idealną całość.

Reklama

Beign for The Benefit of Mr Kite

Może i “Lucy in the Sky with Diamonds” jest zaowalowanym hymnem na cześć LSD, ale to tutaj narkotyczna inspiracja zaowocowała najpełniejszym przełożeniem na warstwę dźwiękową. Takiego wesołego miasteczka się nie zapomina.

All You Need Is Love

Piosenka – symbol. Słuchaliśmy jej sporo, przypominając numer amerykańskiego “Esquire’a” opublikowany w trakcie Lata Miłości – trudno o większą dosłowność, ale i o większą trafność.

I Want You (She’s So Heavy)

Gdyby rozłożyć na części pierwsze dorobek Beatlesów okazałoby się, że ciężko nie dopatrzeć się na ich płytach zapowiedzi właściwie wszystkich nurtów, które w przyszłych dekadach miały kształtować obraz muzyki popularnej. Był już proto-punk, proto-sampling, tu z kolei Lennon zaprzęga najcięższe armaty i zwiastuje nadejście hard rocka z Black Sabbath i Led Zeppelin na czele.

|

Polythene Pam

O “Mean Mr. Mustard” i “Polythene Pam” Lennon z właściwym sobie urokiem mówił, że to napisane w Indiach dziadostwo. Cóż poradzić – niewykluczone, że sekwencja tych dwóch piosenek, trwających łącznie lekko ponad dwie minuty, jest naszym ulubionym lennonowskim zestawem – zwartym, przebojowym, dowcipnym.  

 

One after 909

“Let it Be” miało być powrotem zespołu do korzeni, jednak część kompozycji, takich jak „Across The Universe”, w produkcji Phila Spectora zyskała rozbuchane aranżacje odległe od wizji McCartneya. O tym, jak rozmijały się wizje duetu McCartney-Lennon, możemy przekonać się słuchając wersji „Naked”, opublikowanej w 2003 roku i spełniającej wymagania McCartneya. Ale jeśli mielibyśmy wybrać utwór, który niezależnie od produkcji brzmi jak czysta, rockowa adrenalina w klasycznym stylu, to byłoby to właśnie „One After 909”.

 

The Ballad of John and Yoko

Nie polecamy tu takich ekstremalnych albumów, jak choćby “Wedding Album”, nagrany wspólnie z Yoko Ono dziwaczny i trudny w odbiorze kolaż rozmów, przypadkowych dźwięków i zarysów kompozycji, choć stanowią one ważny element w zrozumieniu ewolucji Lennona nie tylko jako artysty, ale i człowieka. Yoko Ono odegrała w historii zespołu kolosalną rolę – porównywalną z rolą, jaką odegrała w historii napoju John Lemmon – ale bardziej niż z jej dokonań muzycznych zapamiętamy ją z tej piosenki, której tematem jest ślub pary i cała medialna otoczka, jaka mu towarzyszyła.

 

Working Class Hero

Pierwszy solowy album po rozstaniu z Beatlesami, John Lennon/Plastic Ono Band, nie odstaje od ostatnich dokonań zespołu – to eklektyczny i osobisty manifest, którego nie da się zredukować do jednego przeboju. Wybieramy „Working Class Hero”, pobrzmiewające echami twórczości Boba Dylana – polityczne zaangażowanie Lennona w latach 70. to też ważna część jego portretu.

Jealous Guy

Lennon w latach 70. sprawiał wrażenie osoby zagubionej – pokazuje to choćby lektura chaotycznego zbioru listów z tego okresu. Jednak obok społecznego aktywizmu, długich przerw w nagrywaniu i medialnych prowokacji wciąż potrafił nagrywać rzeczy tak piękne, jak „Jealous Guy”. Z perspektywy 77 urodzin kusi, by zastanowić się, w jakim kierunku poszedłby Lennon w przyszłości. Nie warto jednak bawić się w „co by było, gdyby” – 37 lat po śmierci artysty jego spuścizna wciąż jest jedną z najlepszych rzeczy, jakie dała światu muzyka pop. 

Reklama
Reklama

Polecane wideo

Podobne tematy

Reklama